Jest 26 września, popołudnie. W telewizji właśnie zaczyna się specjalny program – wywiad z obecnym wiceprezydentem miasta i jednym z przywódców frakcji anty-mutanckiej w mieście Halcyon. Jest on ogłaszany od jakiegoś czasu w telewizji ze względu na kontrowersje, które powstały wokół Wiliama Walkera po tym jak wyciekła informacja, że jedno z jego dzieci jest mutantem, a w dodatku stało się superbohaterem.
Wchodzi czołówka programu. Prezenter wita swojego gościa i od razu przechodzi do rzeczy.
“Zaraz za rogiem marsz-antymutancki. Dopiero co udało się zamknąć kontrowersje z przewodniczącym frakcji anty-mutanckiej. Ale nie minął nawet tydzień, a tym razem to pan został celem ataku. Myśle, że każdego z naszych widzów najbardziej interesuje odpowiedź na dwa pytania. czy faktycznie, Adroa, członek nastoletniej grupy superbohaterów, Exiles, jest pańskim synem i czy ukrywał to pan przed światem.”
Ojciec Skye wydaje się być bardzo spokojny, wręcz niewzruszony takimi oskarżeniami.
“Ale mam tak od razu odpowiedzieć? To będzie bardzo krótki wywiad, przewiduję słabą oglądalność, jeśli miałbym odkryć wszystkie karty od razu.”
Prezenter śmieje się, również z sali słychać śmiechy.
“Racja, zacznijmy więc od pierwszej części, bo jednak jeśli te plotki okazałyby się nieprawdą, to będę musiał na zapleczu szukać zastępstwa, Panie Walker.”
Skye! Siedzi na kanapie w dużym pokoju i pije colę z lodówki. Na razie po prostu jest ciekawy, co powie ojciec, ale przygotowuje się na skok ciśnienia wcześniej czy później.
“Och, proszę, mów mi William… Wracając do pytania. I tak i nie i jak wszystko, wymaga odrobiny wytłumaczenia, dla lepszego kontekstu.” Prezenter pokazuje tylko ruch dłonią, aby Williem kontynuował.
“Byłem tylko raz żonaty. W czasach, gdy jeszcze wierzyłem, iż mutanci nie potrzebują aż tak mocnego nadzoru, a wystarczy, iż powstrzymają się przed korzystaniem ze swoich mocy. Bardzo kochałem moją małżonkę, Talię.” Mężczyzna dotknął obrączki. Skye zapewne nie widział jej od lat na palcu u ojca. “Była cudowna – piękna, doskonale wiedziała, czego pragnie, wspierała mnie w najcięższych chwilach. Miała tylko jedną wadę, była mutantką.”
Po sali przebiegł pomruk zdziwienia.
“Jeden z największych przeciwników mutantów, z mutantką? Och, to jest jeszcze większa sprawą niż dziecko. Nie wyobrażam sobie co mogłoby cię usprawiedliwić w takiej sytuacji, Williamie”
“Zabawne. Słyszałem, że miłość nie potrzebuje usprawiedliwień.” Na twarz Walkera wypływa uśmiech. “Szaleńcze zakochanie i bycie zbyt młodym i naiwnym. Do tych win przyznam się tu i teraz. Na szczęście wyrosłem z obu. Ale kiedyś… kiedyś naprawdę wierzyłem, że to mogło się udać. Moja żona przede mną ukrywała prawdę, wiedząc jak bardzo nie lubię tematu mutantów. Urodziła mi dwójkę dzieci. Chłopca nazwaliśmy Hunter, wiem, bardzo oryginalnie. Mieliśmy nadzieję, że wyrośnie na silnego i roztropnego młodzieńca. Skye zaś… zawsze miałem wrażenie, iż coś z tym dzieckiem jest nie tak. Zawsze miałem przy nim takie same ciarki, jak tego dnia gdy…” Głos Williama łamie się. Sięga po wodę i upija łyk. “… przepraszam. To pierwszy raz, gdy o tym mówię publicznie.”
“Patrzcie na niego, udaje, że mu zależało. Pierwszy raz od 10 lat założył obrączkę.” Skye bierze łyk coli. Potem unosi brew na jawne przedstawienie w wykonaniu Williama i czuje uścisk w brzuchu. “Nie wierzę, że to zrobi.”
Petra prycha i przełącza kanał na MTV.
“W porządku, idę oglądać do siebie.” Wstaje i idzie do swojego pokoju.
„Serio chcesz sobie to robić?”, pyta Petra, łapiąc go za rękę.
“Jest okej. I tak to do mnie dojdzie. Poza tym chyba wiem, co może poruszyć, pytanie tylko jak to przedstawi. Wolę to usłyszeć w telewizji niż od dzieciaków ze szkoły.” Wzrusza ramionami. “Co może zrobić? Uderzyć mnie już nie uderzy, a jak mnie nazwie potworem albo prawie mordercą, to będzie mieć w sumie rację. Zawsze oczywiście może wymyślić coś nowego, ale… jak nie obejrzę teraz, to zrobię to w nocy na komórce. Co za różnica?”
Petra wacha się dłuższą chwilę, nie puszczając jego ręki. Potem jednak oddaje mu pilota. „Siadaj.”, mówi.
Więc Skye włącza wywiad i idzie do lodówki po drugą butelkę coli dla Petry, podaje jej, po czym siada obok niej.
“Zaraz zacznie płakać na wizji. Ciekawe ile osób to kupi.”
Obok. Dobre sobie. Petra niemalże wpakowuje mu się na kolana, przytulając się. „Hunter mówił, że nawet nieźle mu wychodzi.”, mamrocze. „Więc pewnie wszyscy, którzy chcą mu wierzyć.”
“Chyba często gadasz z moim bratem. Nie, żebym miał coś przeciwko.”
Parę sekund zniknęło już za ekranem MTV. Mężczyźni dalej siedzieli na swoich miejscach. Ojciec Skye miał bardziej spuszczoną głowę.
“Nie skończył on w Azylu, prawda?” Dopytał prezenter.
“Nie. Przez parę lat był w Hadarze. Wyszedł. Może też dlatego, nie jestem w stanie mu wybaczyć. W szczególności po tak niesatysfakcjonujących wyjaśnieniach. Żadnemu z nich. Wiedziałeś, że w związku z brakiem kontrolowania swoich mocy w ciągu roku do szpitali trafia 50.000 osób? Z mniejszymi lub większymi obrażeniami.” Walker wyglądał jakby cokolwiek go dręczyło, już zniknęło… albo raczej przekuł to w gniew, do nikogo innego jak mutanci.
“Jestem pewien, że większa ilość osób ginie w wypadkach samochodowych niż od mocy mutantów.”
“Owszem, ale w wypadku samochodowym ginie parę osób. W wypadkach przebudzenia destruktywnych mocy, potrafi na raz zginąć setki. Nie pamiętam kiedy dowiedziałem się o tym, że Skye jest mutantem. Wiem, że pierwsze badania w tym kierunku zleciła Talia, tuż przed naszym rozwodem, ale możliwe, że wtedy jeszcze nie miał swojej mocy. W tamtym okresie nie pragnąłem niczego więcej niż tego, aby moja żona…” Wyglądał jakby emocje nim targały, ale Skye musiał wiedzieć, że to było dalekie od prawdy. Wszystkie jego ruchy i zagrania musiały być wyuczone. “Była żona twierdziła, że bliźniaków nie można rozdzielać, a rozwód i tak był wystarczająco stresujący dla wszystkich. Niecodziennie sędziowie przyznają opiekę nad dziećmi ojcu bez prawa widzenia się z matką.”
Skye prycha. “Zwłaszcza, jak matka nie pojawia się na rozprawie i ma swoje dzieci w dupie. Tak, bardzo zaskakujące.”
„Całkiem.”, przyznaje Petra, ostrożnie manewrując, żeby przytulić się wygodniej i nie rozlać żadnej coli. „Jest… Kurwa.” Jak słyszy słowa dupka na ekranie, a potem komentarz Skye, słowa zamierają jej na ustach. Przytula się mocniej i przez chwilę wygląda, jakby to ona potrzebowała pocieszenia. Zaraz jednak to ukrywa. „Muszę dostać kontakt do jego PRowca. Azazel mógłby się od niego uczyć. Jeden i drugi jebany kłamca.”, burczy.
“Wyglądasz, jakby to Ciebie bardziej stresowało niż mnie.” Skye wciąga Petrę na kolana. “Zawsze był dobry w kłamaniu. Patrzcie, jak bardzo martwię się o swoją rodzinę. Jakim jestem świetnym ojcem. Jak bardzo kochałem moją żonę. Ooo, mam obrączkę, dalej ją tak bardzo kocham.” Prycha. “Nie wolno rozdzielać bliźniaków. Jasne. Ona… mnie po prostu nie chciała.”
Sprawdza w telefonie transkrypcję z tych parunastu sekund, kiedy kanał był wyłączony.
Jeśli chodzi o ten fragment, który wam uciekł…
“Na szczęście w moich przyszykowanych notatkach znajduje się wzmianka o tym ciężkim wydarzeniu. Jak rozumiem masz na myśli dzień, w którym straciłeś oboje rodziców?” William kiwa głową. “Jeśli więc wolisz, mogę to pokrótce przedstawić.”
“Nie. Minęło już tyle lat. To nigdy nie jest łatwiejsze. Jedynie wspomnienia bardziej się zacierają. Ale to uczucie… Miałem wtedy tylko naście lat. Mutant, który stracił wtedy kontrolę nad swoją mocą nie był przestępcą. Był superbohaterem, pomniejszym. W tłumaczeniach usłyszałem, że chciał jedynie powstrzymać napad.”
„Też tak myślałam.”, wyrywa się Petrze. Potem potrząsa głową. „Ale faktycznie, gra jak z nut. Nic, tylko Oscara dać.”
Wywiad dalej trwa w najlepsze. Oboje jesteście dalej patrzeć jak twarz ojca Skye zmienia się dokładnie tak jak tego oczekują ludzie.
“To zdecydowanie niecodzienne… Czy liczyłeś na taki układ?”
“Nie. To była decyzja Talii, chciała zerwać ze starym życiem. Odciąć się od wszystkiego, w tym Skye. Przez siedem lat nie udało mi się… przemóc do zaakceptowania własnego dziecka. Zawiodłem pod tym kątem jako ojciec. Z Talią i jej rodzicami miał o wiele lepszy kontakt. Chciałem aby nam się udało, w głównej mierze dla Huntera. Są ze sobą bardzo zżyci. Ale przy dwójce małych dzieci i karierze musiałem wybierać czego bardziej potrzebują. Wiele razy myślałem o kolejnym związku, ale po Talii… posądzam, że nie byłbym w stanie o niej zapomnieć. Oraz o tym jak bardzo mnie zraniła.”
“Mówisz, że nie wiesz w którym momencie Skye obudził swoją moc? A jednak było parę oficjalnie przeprowadzonych badań. A.E.G.I.S. nie postawiło ci na razie oficjalnych zarzutów.”
“Bo nie mogą.” Odpowiedział cierpko. “Wszystkie badania wyszły negatywnie, a ja spośród nich zleciłem tylko jedno. Nie pamiętam od kogo otrzymałem namiary na lekarza, który je przeprowadzał. Nigdy wcześniej, ani później nie miałem z nim kontaktu, zaś w przeprowadzonym postępowaniu wstępnym wyszło, iż ta osoba rozpłynęła się w powietrzu. Ja sam mam więcej pytań niż odpowiedzi. To było też ostatnie badanie…”
“Odbyło się ono przed czy po wybuchu szkoły, do której uczęszczał Skye?”
Wargi Williama zwęziły się w wyraźnej frustracji.
“Przed, to było jeszcze przed. Nigdy nie miałem dowodu, że to Skye odpowiadał za ten wypadek. A zdrowie Huntera było ważniejsze niż szukanie winnego… ale po tym… mój niepokój w obecności mojego własnego dziecka natężył się. Wydawało mi się, że sprzęty elektroniczne w jego otoczeniu wariowały, iż jego pokój zbyt często miał jakieś… problemy. A to rozlana woda na podłodze, a to zbyt dużo piasku po wycieczce na plaży.” “Jednak nigdy nie zgłosiłeś tego faktu odpowiednim władzom.”
“Ciekawe, bo dowiedział się, że jestem mutantem jakieś cztery czy pięć lat po tym, jak matka zniknęła. Wkurzył mnie i wysadziłem część sprzętów elektrycznych w domu,” prychnął Skye, upijając gniewnie colę. “O, nie mówiłem ci. Verde odkrył, że moi dziadkowie nie istnieją. Chyba byli podstawieni, jeszcze nie znalazł, uhhh, tych prawdziwych ludzi. Fajnie, nie? Teraz już w ogóle nie mam miejsca na ziemi,” mamrocze pod nosem. “Chciałem do nich wrócić. Do Afryki.”
Patrzy na Petrę. “Ej, myślisz, że po tym wszystkim też będą chcieli ze mną wywiad? Czy bardziej mnie zlinczują? Czy może w ogóle zleją? Ach, ta niepewność, to napięcie…”
Petra stuka go palcem w czubek nosa.
„Czegokolwiek by nie zrobili, nie jesteś sam. Może i nie masz swojego miejsca w Afryce, czy coś, ale ładny pokój w piekle się znajdzie.”, mruczy. W jej głosie jest coś dziwnego, szczególnie jak mówi o piekle. „I miejsce w wieży. I w moim sercu. I Huntera. I Bulleta, jak słyszałam…”
“Bulleta? Co?” Patrzy na nią podejrzliwie. “Hm, po ostatniej wycieczce nie wiem czy piekło jest moim ulubionym miejscem, ale zapamiętam, królowo.” Szczypie ją w policzek.
„To ty ostatnio powiedziałeś, że byliście na randce.”, wypomina mu. „I… Moim jest, ale nie zamierzam tam w najbliższym czasie bywać. Przynajmniej póki sobie kilku spraw nie wyjaśnię.”
“On to tak nazywa. Ale wątpię, by myślał o mnie poważnie.” Wzrusza ramionami. “Ej, wiesz, że tu dla ciebie zawsze jestem, nie?”
“Nie. Nie zrobiłem tego. Nie dopuszczałem do siebie myśli, że moje dziecko faktycznie może być tym czego najbardziej nienawidzę. Patrząc teraz wstecz, wypadek w szkole, w którym rzekomo doszło do wybuchu gazu musiał być tym momentem, w którym moje dziecko straciło kontrolę nad mocami. Możliwe, że wyparcie było dla mnie sposobem na ochronę Skye. Nigdy nie byliśmy blisko, ciągle wręcz się kłóciliśmy, ale nadal był wtedy moim dzieckiem. A każdy ojciec będzie chciał chronić swoje dziecko. Nieważne jak niewłaściwe jest to. Ja to zrozumiałem.” Ktoś mógłby się zastanowić jak to możliwe, że tak płynnie przeszedł od deklaracji ojcowskiej miłości do deklaracji anty-mutanckich. “Ale w naszym mieście jest tysiące rodziców, których tego nie rozumieją, bo nie przeszli tego samego. Wybiorą dziecko, narażając przy tym wszystkich wokół. Dlatego ustalenie odpowiednich procedur jest w tym momencie krytyczne dla naszego wspólnego dobra.”
“To trochę brzmi jak reklama marszu anty-mutanckiego, który zaraz się odbędzie.” Walker już uśmiechał się i otwierał usta, kiedy prezenter kontynuował. “Ale chciałbym się skupić na twoich obecnych relacjach z synem”
“Dzieckiem. Skye jest osobą niebinarną. Chociaż teraz ciężko mi powiedzieć czy faktycznie jest moim dzieckiem. Jedyne co nas teraz łączy to Hunter. Niestety po tym jak ogłosił, że zostaje superbohaterem i został przygarnięty przez swojego obecnego mentora, nie dałem rady zdzierżyć jego decyzji. Opuścił mój dom i mam nadzieję, że już nigdy nie wróci.”
“To by było na tyle. Dziękujemy za uwagę i zapraszamy na kolejne ciekawe spotkania, już za tydzień wywiad z kobietą, której dziecko nadal istnieje, choć odeszło z tego świata.”
“Ciekawe. Byłem pewny, że poruszy sprawę Huntera—ach, no tak, to by wtedy nie skleiło jego łzawej historii.” Dopił colę. W jego oczach płonął ogień. “Chciałbym go skonfrontować. Pokazać, jaką jest szują i kłamcą.”
„Podejrzewam, że to nie było na żywo?”, mruknęła Petra, właściwie nawet nie patrząc na wyświetlające się na ekranie logo stacji. Kiedy Skye powiedział o konfrontowaniu, drgnęła. Ona w tym momencie zupełnie nie chciała konfrontować ojca. „Skye… Co byś pomyślał, gdyby nagle okazało się, że matka nie zostawiła cię z własnej woli? Że on ją zmusił, tak jakby?”
“wątpię, by tak było. Już to przebolalem. Nie martw się tym.” Skye boopuje jej nos. “To i tak nieważne w tym momencie. Ona dla mnie nie istnieje. I jeśli jest ktoś, kogo nienawidzę bardziej niż ojca, to właśnie ona. It’s fine, darling.”
„Wiesz, ja…”, Petra bierze głębszy oddech, nim dokończy. „Nie miałam teraz na myśli twojej. Ale nieważne. Jakbyś potrzebował przyjaciółki ze szpadlem, żeby zakopać któreś z nich, to tylko powiedz gdzie i o której.”
“Mówisz… mówisz o swojej.” To było bardziej pytanie niż stwierdzenie. “Hej, jeśli cię coś trapi, to jestem tutaj, tak? Chcesz ją znaleźć? Jeśli jest coś, co mogę zrobić, to powiedz słowo a to zrobię. No questions asked.”
„Ekhm…” Obaj nastolatkowie mogą usłyszeć z boku chrząknięcie wyraźnie należące do Verde. Mężczyzna właśnie kończy wyłaniać się z dolnego poziomu z kubkiem w ręku. Na pewno mu się skończyła kawa. „Przypominam wam, że za was odpowiadam, a latanie ze szpadlem, zakopując ciała nie przystoi superbohaterom.” Skierował się w stronę kuchni.
„Dobrze, wujciu.”, Petra robi do niego słodkie oczka. „Najpierw wyteleportuję ich do piekła, gdzie nie ma kamer.”
“Hi dad,” rzuca z wyszczerzem Skye. “Ja się nie boję o swoją pozycję, jeszcze jej nawet nie mam. I mi na niej średnio zależy. Czy to znaczy, że mogę iść z nimi na wojenną ścieżkę?” Śledzi Verde wzrokiem. “Po prostu… jego kłamstwa wprawiają mnie o odruch wymiotny. Jego nienawiść działa mi na nerwy.” Wzdycha, rozkładając się na kanapie. “Znalazłeś tych ludzi, Verde?”
„Czy ty nie powinieneś nas uczyć, że takie niskie zagrywki nie przystoją bohaterom, czy coś?”, Petra rzuca w stronę Verde, nawet nie oczekując odpowiedzi. „Nic nie potrzebuję. Po prostu chciałam, żebyś wiedział. Jeszcze to trawię.”, szepcze do Skye.
Skye kiwa głową, daje buziaka Petrze w skroń i ją mocno przytula.
„Nie uzyskałem opinii wśród reszty superbohaterów jako największa szuja, robiąc słodkie oczka. Zemsta najlepiej smakuje na zimno. Co mi przypomina, że jeszcze nie podziękowałem Crystal Fencerowi za nasłanie podczas gali na Sully’ego Lady Grey.” Verde uśmiecha się znacząco do Petry. Ale zaraz jego uśmiech znikną, gdy on stuka palcami o blat, czekając na swoją kawusię. „I tak i nie, Skye. Znalazłem wiele rzeczy i muszę się z nimi udać do źródła. Więc zamierzam spotkać się z twoją rodzicielką. Sam.” Podkreśla. „Ale jeśli chcesz, żebym porozmawiał z nią o Panu Wiceprezydencie, to pewnie się uda. Wątpię by była zadowolona z takiego szargania jej wizerunkiem.”
„Teach me, master.” Petra mamrocze pod nosem, odnotowując, że najwidoczniej Verde jest dobry w znajdowaniu ludzi. To przydatna wiedza. Na później. A potem do niej dociera. „To ty to ukartowałeś?! O jasna, pieprzona cholera!”
„Słucham?” Verde wydaje się być szczerze zdziwiony. „Moje spotkanie z Talią Moore jest oficjalnie biznesowe względem nowo otwieranej kliniki. Co nie znaczy, że nie mogę tego wykorzystać co do znalezienia dziadków Skye, albo raczej prawdy o tym co się zadziało.”
“Czekaj… ona w ogóle żyje?” Skye się zrywa. “Ta sucz żyje i ty się z nią spotykasz?” Skye wygląda tak, jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zachowuje się bardziej jak wyjęta z wody złota rybka. Opada na kanapę i teraz z jego twarzy ciężko cokolwiek odczytać, ale jego oczy to burza żywiołów, zmieniają się co chwila, szaleją. Bucha w nich ogień, strzelają gromy, tańczą tajfuny.
I chyba nawet światło zaczęło mrygać, ale szybko przestało.
Petra owija się wokół niego jak węgorz, przytulając mocno, najmocniej. Jej ogon wciska się między plecy Skye a kanapę, owijając ciasno wokół talii. „Oddychaj, potęgo.”, mruczy. „Oddychaj.”
„Dość szybko zmieniła nazwisko po drugim ślubie, więc ciężej jest ją znaleźć, ale zaraz myśleć, że umarła…” Robienie kawy zapomniane, Verde podchodzi do kanapy. „Spotykam się z nią tylko dlatego, że chcesz znaleźć swoich dziadków.”
“Nie widziałem jej na oczy i nie słyszałem o niej odkąd odeszła, gdy miałem 7 lat. Naiwnie myślałem przez lata, że nie żyje. To było lepsze niż inne perspektywy dla małego mnie.”
Ale dzięki Petrze widocznie się uspakaja, chociaż dalej jest wokół niego nerwowa aura.
Skye może poczuć dłoń na swoich włosach.
„Po tym co na razie znalazłem… Skye, nie chcesz mieć tej kobiety w swoim życiu. Możesz dalej ją traktować jako zmarłą.” Ciepło dłoni jednak zaraz ucieka, gdy Verde wraca do kuchni po gotową już kawę.
“Zostawiła Huntera. Nieważne co byś znalazł lub nie, nie chciałbym jej mieć w swoim życiu. Nawet jakby mnie błagała na kolanach.”
„Pytanie jest tylko, czy chcesz ją wykorzystać aby znaleźć bród na swojego ojca. Zastanów się i daj mi znać.” W ruch poszedł cukier. Dużo cukru. Więc Verde teraz miesza swoją kawę, wyraźnie szykując się, aby z powrotem zniknąć w biurze.
“Nie wiem czy to jest tego warte,” zastanawia się głośno Skye. “Czy go nienawidzę? Tak. Czy chciałbym powiedzieć ludziom, jak teraz nakłamał? Tak. Ale—on chociaż troszczy się o Huntera. A brat to mój priorytet.”
„Ty jesteś za dobry dla tego świata.”, mamrocze Petra. „Ja nie potrafiłabym odpuścić takiemu skurwielowi bez względu na wszystko. Wykorzystałabym ją, żeby go dorwać i zrobiłabym to bez skrupułów. Wtedy przynajmniej miałby mniej mocy, żeby cię znowu skrzywdzić.”
Verde tylko kiwa głową i zostawia Skye i Petrę z pomrukiem „tylko nie róbcie dzisiaj imprezek”.
„Zresztą, gdyby Hunter miał moce, też by miał go w dupie.”, burka Petra pod nosem.
“On już nie może mnie bardziej skrzywdzić. Nie ma nade mną mocy. Teraz mam dom.” Szczerzy się Skye. “Mam Verde i mam ciebie. Co ten dupek może zrobić?” Skye robi boop her nose. “Ale nie ma mocy. A gdyby miał, to dalej pewnie by go kochał. Ma za dobre serce.”
Petra nie poprawia Skye. Zupełnie nie miała na myśli, że to Hunter byłby tym niekochającym. Ale po co to tłumaczyć? Ta rozmowa jest już i tak zbyt ciężka.
„Tak, masz dom. A w tym domu na pewno są lody. I skitrane alko, nawet wiem, gdzie. Masz ochotę podebrać Verde coś z ukrytego barku?”, proponuje Petra, wcale nie luzując uścisku. To musi być niewygodne, być tak cały czas ściskanym.
“Sa lody, kupiłem. I wiesz, że nie przepadam za alkoholem, chyba że to japońskie słodkie wino. I jesteś za młoda, by tyle pić, ty.” Daje jej pstryczka w ucho. “Hej, może zrobimy jakąś fajną kolację przy okazji? I movie night.”
„Nie mów, że popróbowanie jakichś dziwnych rzeczy, które tam ma nie brzmi śmiesznie.”, broni się Petra. „Ale gotowanie z tobą zawsze brzmi dobrze. Więc lody i kolacja, tak? Brzmi prawie jak randka.” Pokazuje mu język, a potem zaczyna łaskotać.