Nastoletnie Dramy Superbohaterów

Polowanie na Orice [Petra]

Właśnie… ponieważ już nam chyba przeleciała niedziela w grze, bo Paczak w końcu śledził Astora… to opowiedz mi co się działo w niedzielę. Czy Petra znalazła to czego pragnęła? Czy w ogóle szukała?

Jak wcześnie zaszła? Z samego rana czy też trochę później?

Początek powiadasz… Wiesz co, na razie go nie ma. Za to widzisz jak Sol jest przefarbowana na fioletowo i z lekkim naburmuszeniem zaczęła wydawać posiłki.

Rzuca ci nieprzyjemne spojrzenie, nakładając porcję marchewki z groszkiem do puree z ziemniaczków.
– Pamiętasz jak Orice powiedział, że mam uważać na drabiny, bo w niebieskim mi nie do twarzy?

– Taaa, mam na głowie awaryjną szamponetkę. Wygląda jedynie trochę lepiej… – Przez chwilę Sol była zamyślana. – Aaaaa… ten bank. Widziałam w wiadomościach skrótowiec, bo z tego dnia to chyba żadna stacja nie ma ujęć.

Kobiecina uśmiechnęła się szeroko.
– Och, gdybyś była taka dobra. Ostatnio coraz gorzej mu się poruszać. Niby przeszedł na dietę, ale nie mogę mu odmówić waszych ziemniaczków. Sol od razu podała pudełka do Petry.

Pani Barnlow podziękowała i podreptała do znajomych, aby się przywitać. Wydawanie dalszych posiłków szło sprawnie. Mnóstwo stałych bywalców przeszło przy ladzie i uśmiechało się do Petry. Moze oprócz Pani Meyers. Ona oczywiście że wyciągnęła krzyżyk, przechodząc przy ukrytym demonie. Jednak Orice się nie pojawił.

I czuje, że nie może. To nie jest jak wtedy, gdy ojciec cię powstrzymywał swoją mocą. Ani jak Vized cię zatrzymała po piekielnej stronie. To tak jakbyś… chciała znaleźć osobę, która nie istnieje.

Jeśli to spacer to na pewno przez ten park, który jest tuż przy jadłodajni. I Petra pewnie by nawet mogła przejść dalej, gdyby nie zobaczyła czarnej kurtki ze skorpionem na plecach. Mężczyznę, którą ją nosi, na pewno nie kojarzy. Ale za to kojarzy dziwnego jegomościa, przed którym Skorpion stoi. Oczywiście, że to Orice. Ma włożoną rękę do torebki, jakby chciał okruszkami karmić gołębie.

To Skorpion gada. A przynajmniej stara się przemówić do Orice, bo ten wydaje się jakby zastygnięty w rzeczywistości. Skorpion nie jest ani trochę cichy, więc Petra bez problemu może usłyszeć jak najpierw gada, że to nie jest ani trochę zabawne, że siedzą tu już parę godzin i żeby mu pomógł, bo to przecież tylko jedno pytanie, co go zbawi jedno pytanie, a jeśli niedostanie żadnej odpowiedzi, to szefowa go zmiażdży, na serio, wczoraj wyciągała na sztangach pół tony, a jak ona jest wściekła, to noga, ręka, mózg na ścianie. W końcu chyba się poddaje z błaganiami i chowa ręce w dłoni, a gdy wreszcie się podnosi z ławki zaczyna narzekać, że to właśnie jemu dają najgłupsze zadania. Już chyba wolałby karmić puszka. Przynajmniej nie pominąłby obiadu. W końcu ze wściekłością chwyta Orice za te ciemne worki, które ma za ciuchy i podnosi do góry.
– Kurwa mać, to wszystko twoja wina. Jedno kurwa pytanie, którego za cholerę nie rozumiem! Czy dać mu głowę Ala czy postawić na to co zrobią Exiles?! Odpowiesz czy nie?!
Ale Orice wydaje się być jak marionetka. Patrzy bezwiednie w górę, czym chyba jeszcze bardziej rozwściecza Skorpiona, bo ten zrywa jego opaskę z oczu i się w nie patrzy. Z tej perspektywy Petra nie może dostrzec cóż takiego zobaczył, ale na twarzy Skorpiona pojawia się strach. To chyba ten moment, w którym Orice odzyskuje świadomość. Jego głos jest dalej bardzo niski i chrapliwy. I cichy. Petra musi wytężyć słuch, aby zrozumieć słowa.
– Och… O czym my… – Przymyka oczy. – Chyba straciłem moją opaskę, niedobrze. Pomożesz mi ją znaleźć?
Skorpion jednak wypada z dziwnego odrętwienia i rzuca mężczyznę na ziemię. Orice upadając, zahacza o laskę, która uderza pustym dźwiękiem na szczęście o ziemię, a nie o jego głowę.

Kiedy Skorpion ucieka, jeszcze zerka w stronę Petry, która może upewnić, że cokolwiek zobaczył, bardzo skutecznie go odgoniło. Orice podnosi się powoli. Jego czarne, pomierzwione czarne włosy spadają mu na twarz, ale nawet spod nich Petra może zobaczyć, że wokół jego zamkniętych oczu są blizny po poparzeniach, które mocno zniekształcają jego twarz, w szczególności iż zachodzą na policzki. Same blizny wydają się być świeże. Choć… Jeśli kiedyś była to znajoma twarz, te blizny nie pozwalają stwierdzić czy Petra kiedykolwiek wcześniej spotkała tego człowieka. Orice zaczyna szukać dłonią po ziemi zapewne opaski.

Palce Orice zatrzymują się na Petry. Wydaje się zamyślony, przekręcając głowę w stronę diablicy.
– Dziękuję, Różyczko. – Ostrożnie zakłada opaskę, poprawiając, aby nasuwała się mu odpowiednio na nos i policzki. Laskę jest mu łatwiej zlokalizować. Choć jeśli Petra przygląda mu się z bliska, może zobaczyć, że ma w tej chwili otwarte oczy za opaską. Równie powoli się podnosi już na nogi.

Orice „patrzy” się na nią. Zanim z jego krtani wydobywa się krótki gardłowy śmiech.
– Ależ skąd. Widzę całkiem normalnie. Ale stoję na ślubnym kobiercu i potrzebuję welonu, aby móc się skupić tylko na jednym wybrańcu serca. Hm… Chyba już nakarmiłem gołębie. – Patrzy wyraźnie w stronę papierowej torebki, którą przed chwilą trzymał. – Czy wiesz może jaki mam dzień i godzinę?

– Każdy kto wie, przychodzi do mnie z pytaniami… A czasami nawet przychodzą, żeby dać im pytanie. Późno już. Czemu nigdy nie ma czasu. Tak chętnie bym z tobą usiadł i zagrał. Chodź, nie ma czasu. – Zaczął ją prowadzić z powrotem w stronę jadłodajni. – Kiedy idziesz, pytania mają większe znaczenie. Nie będę zgadywać, które chcesz zadać najpierw, masz ich tak dużo.

– Dużo pytań zawartych w tym jednym. – Orice uśmiecha się i przesuwa dłoń z ramienia Petry na jej dłoń, którą ściska. – Jeśli już to powinnaś być wdzięczna Milliovych, jakby to nie brzmiało. Ale nie wahaj się ją walnąć w nos. Zasługuje na to i ona… Vized? Takie imię nosi teraz? Tak, teraz to ta istota. – Te słowa mówi raczej do siebie, ciszej. Ale zaraz znów zwraca się do Petry. – Jej nie bij w nos, o ile nie masz pewności, że… nie jest w stanie mocno oddać… A zwykle jest.

– Ta istota jest jak najbardziej śmiertelna. Tak, można ją zabić, tylko że nie można. W końcu istnieje długo, zbyt długo. Zamknięta jest w pętli ciągłego dążenia do celu, tylko że sama nie zna swojego celu, więc szuka nowych dróg i czegokolwiek co by tam zaprowadziło świat. – Przystanął przy ulicy. – Milliovych otworzyła wrota do źródła. Zawsze je otwiera, pragnąc zmienić świat. I zawsze sprowadza tę istotę. Choć czasami dzierży ona inne imię i inną maskę. Ale znak źródła nie należy tylko do niej. Ah, już czas. – Spojrzał za ramię Petry. – Widzisz tamtą kobietę z dziećmi, 5-latka i wózek z bobasem? Proszę, przyprowadź je do mnie. Muszę im coś powiedzieć.
Faktycznie, trochę dalej stała nakzwyklejsza kobieta, która próbowała ogarnąć swoje starsze dziecko przy akompaniamencie płaczu dochodzącego z wózka.

Kobieta spojrzała się na Petrę trochę jak na kosmitkę. Pomimo, że nadal była w ludzkiej postaci. Mała dziewczynka próbowała skakać po kamieniach chodnika i matka zdecydowanie musiała patrzeć czy ta nie chce wskoczyć na ulicę.
– Przepraszam, o co chodzi? Jaki przyjaciel?

Dziewczynka spojrzała na Petrę z wyszczerbionym uśmiechem.
– Powiedzmy, że ci wierzę, gdzie mam niby się udać? Kobieta nie wydawała się być przekonana. W oddali było słychać pisk opon.

Dziecko w wózku zaczęło płakać jeszcze głośniej. Kobieta pochyliła się nad nim.
– No już, już, skarbie, zaraz cię nakarmię.
To był moment, w którym Petra oprócz piszczenia opon mogła usłyszeć klakson ciężarówki. Jeśli by się odwróciła, zobaczyłaby, że ta faktycznie pędziła prosto na nie.

Nawet widzidz ten róg. Czysto. Wystarczy ogonem schwycić dziewczynkę. Matka trzymała bobasa. Tylko, że teraz Petra nie ma ogona.

Petra słyszy wrzask kobiety, ale nie czuje tego jak wielka ciężka maszyna robi z nich miazgę. Przerzuciła ich na ten róg, zabrała w bezpieczne miejsce i teraz może zobaczyć jak ciężarówka przewala się na bok, tratując wózek, który nadal tam stał. Ale płacz dziecka w objęciach matki nie ucichł.
– O ja, pierdziu…

Orice zniknął. Czyli jednak nie musiał nic powiedzieć matce. Kobieta patrzy z niedowierzaniem na Petrę.
– Jesteś tym diabelstwem z wyrzutków.

– Dziękuję. – Kobieta powiedziała, tuląc swoje dzieci. Ktoś już dzwonił po pomoc dla kierowcy ciężarówki. Sytuacja była na tyle opanowana, co superbohater bez super siły mógłby zrobić.

Nagle mała dziewczynka oderwała się od mamy, żeby przytulić się do Petry i z szerokim uśmiechem również podziękować… I skomentować, że na fajny, serduszkowy ogon.

– Fajnie, gdybyś miała serduszko na kostiumie, wtedy byłabyś szatanem serduszko! Cieszyła się dziewczynka.

Koniec

Zostaw kometnarz 🔥

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notice: ob_end_flush(): Failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/korzem/public_html/serwery/minddev/public_html/domeny/exiles.labiryntkostek.pl/wp-includes/functions.php on line 5581