Kiedy Petra pojawia się w pokoju Alexa, oczywiście pogrążonym w ciemności, wszystko jest cicho. Pokój jest mały, ewidentnie coś ala pracownicze pokoje. W dodatku jest strasznie zagracony, głównie przez dwie deski, oparte o ścianę i ciuchy na podłodze. Alex jest mocno otulony kocem, tak, że tylko jego blond włosy wystają.
Petra zaciska zęby, patrząc na te deski. Głupi buc! Ona chciała dobrze, a on ją oskarża o flirtowanie z Sullym! Przez chwilę korci ją, żeby palnąć tym balonem z sokiem pomidorowym, który trzyma w ręce, nie w Alexa, a w te deski. W sumie… To nie najgorszy pomysł. Uśmiecha się paskudnie, wchodząc na ścianę i zawisając przy suficie. Potem zaczyna się wahać. W sumie rzucenie tym balonem w Alexa może być zabawniejsze. No i to planowała. Po co zmieniać plany? Jak rzuci w deskę to nie usłyszy jego wrzasku. Trudny wybór.
Może to obecność drugiej osoby, a może jej niecne zamiary wywołują dyskomfort śpiącego chłopaka, który zaczyna się wiercić w pościeli. W końcu Petra widzi jak jedno niebieskie oko się otwiera i wzrok Havoca przesmykuje się po pokoju, zanim Alex przekręca się na plecy. I wtedy widzi diablicę na suficie. I krzyky. Bo kto normalny by nie krzyknął. Siada i chyba już ma zamiar zaatakować nieproszonego gościa, kiedy poznaje czerwone futerko Petry. I opada ciężko na poduszkę. „Jeeeezu…” chwila refleksji „Przepraszam, szatanie… Jeszcze nigdy moja dziewczyna nie stalkowała mnie z sufitu”
Petra, która od dobrych kilku minut tkwiła w stanie zawieszenia, zaczyna się niekontrolowanie śmiać. Bo to jest takie śmieszne! I to taki komplement! Do szatana jej daleko! Powinna teraz zapytać, czy Alex chce jabłuszko? Śmieje się tak bardzo, że balon z sokiem wypada jej z rąk. Ona próbuje go złapać i przez chwilę wydaje się, że się uda, ale jednak spada za nim.
Alex chyba też próbował złapać niezidentyfikowany woreczek, ale kiedy impuls z jego dłoni dotknął gumy, balon rozprysł się, a czerwona ciesz obryzgała prawie wszystko w pokoju. Oczywiście, że łącznie z Aleksem. Zapach pomidorów wypełnił pomieszczenie. „Ugh…” Havoc otarł oczy. „Zemsta, co? Przynajmniej nie stalking. Fuck”
Taaa… Fuck. Nie tak to miało wyjść. Na pewno Petra nie miała być cała w soku! Dobrze, że nie dodała tu jeszcze barwnika, choć chodziło jej to po głowie! I jeszcze upadła znowu na tyłek, obtłuczony gdy Gun ją wcześniej upuścił. „Taa, fuck.”, mamrocze, przecierając twarz. Nie chce jej się wstawać z tej podłogi. Kładzie się, wyciągając spod pleców jednego buta. Taaak, tak lepiej. „Nie tak to miało wyjść.”
Havoc przekręca się na łóżku i patrzy z góry na dziewczynę. „Chyba wolę pozostać w niewiedzy, jeśli to jak miało wyjść zakładało sok pomidorowy.” Na jego twarzy błądził uśmieszek spod spływającej czerwonej brei.
I jak tu być na niego złą? Kuuurwa, nawet się nie wściekł na ten cały sok! „Jakbym cię tym obudziła, to byś inaczej gadał.”, odpyskowuje Petra bez przekonania. „I nie kręcę z Sullym na boku. Co najwyżej spiskuję.”
„Kinky.” skomentował obudzenie za pomocą soku. „Chyba dopiero teraz do mnie dochodzi jakie sprzątanie mnie czeka… Trochę zasłużyłem.”
Petra również rozgląda się po pokoju. „Nie tak bardzo, jak mi się wydawało.”, komentuje. „Sorry.”
„Nie, to moja wina, że nie spytałem tylko od razu dałem się zeżreć zazdrości… Choć to może i lepiej, że tak szybko wyszło, że jestem zazdrośnikiem… Ugh” Havoc wstaje powoli z łóżka, na szczęście większość soku przyjęła pościel. Teraz tylko ściera z twarzy breję i strzepuje na podłogę
Zazdrośnik, co? „Następnym razem wybierz może lepszy obiekt zazdrości, co?”, burczy. „Serio. Ciężko trafić gorzej. Musiałbyś wybrać Trafa albo Sciona, ale to by było już komiczne.” Też wstaje. Dość ostrożnie, bo tyłek ją boli. Oblizuje usta z soku pomidorowego. W sumie całkiem lubi ten smak.
„Nie wiem. Wyglądaliście na… dopasowanych. Ale zapamiętam, choć pewnie się nie przyda.” Alex zaczął zbierać brudną pościel i dodatkowo wycierał w nią sok. W końcu i tak idzie do prania.
Jak ktoś mógł być jednocześnie takim palantem, a z drugiej strony takim żałosnym psiakiem? Pff! „Wiesz… To zależy…” mruczy drażniąco.
„Jesteś super.” Zaczął Alex, ale w jego głosie brzmiało to kłujące w uszy 'ale’. „Twoja energia i pazur. Bardzo dobrze mi się z tobą… Przebywa. I dałaś mi parę rzeczy do przemyśleń… I nie było nawet wtedy tego soku na liście. To my nie jesteśmy dopasowani.”
O… Petra zamiera. Czy on właśnie? Nie, niemożliwe…. A jednak. Czuje się, jakby dostała w brzuch. I kotłująca się w niej od dłuższego czasu złość zaczyna bulgotać. „Rozumiem.”, odpowiada powoli. Bardzo powoli i bardzo zimno. „Może i nie pasujemy. Pomyśleć, że dałam się sprać Trollowi, bo chciałam cię zabrać na wybrzeże. Wal się, Havoc. Dobrej nocy. Tej i następnych.”
„Owszem, nie pasujemy. Nie nadajemy na tych samych falach. Nie mamy żadnego wspólnego zainteresowania, znajomych, niczego. Jesteś zbyt dzika, a ja zbyt zazdrosny. I myślałem, że już ze sobą zerwaliśmy!”
Petra po prostu znika. Nie jest już w stanie znieść ani jednego słowa.
A niestety łóżko Skye puste i nie ma się do kogo przytulić… Chyba, że do Aidena, bo nocuje na kanapie Albo do Verde, bo pewnie jeszcze jest na nogach w pracowni
Pff! Jeszcze czego! Już lepiej wybrać się na spacer, czy coś! Posiedzieć na szczycie jakiegoś budynku może? Przynajmniej nikt nie będzie widział, jak płacze. No dobra, najpierw pod prysznic. Dla odmiany może na piechotę. Z przystankiem w kuchni, żeby zrobić sobie kakałka.
Och, ten przystanek do kuchni może się okazać zgubą. Jak tylko włącza grzałkę, z kanapy, która w końcu jest aż parę metrów dalej podrywa się Aiden. Rozgląda się panicznie dookoła i dopiero, gdy jego wzrok spoczywa na Petrze, wydaje się uspokajać. „Petra?” Jego głos jest bardzo cichy w tej ciemności. „Wszystko ok?”
Nosz kurwa! Petra nie ma najmniejszej ochoty na pogaduchy. „Odwal się, ok? Uznaj, że mnie tu nie ma, czy coś.”, burczy, zaczynając szukać kakao w szafkach. Nawet nie zauważa, że nalewa do garnka mleka na dwie porcje.
„Sorry, możesz zapalić światło” które pada jest jeszcze cichsze. Mrok w pokoju rozświetlają tylko światła miasta za oknem, płomień pod garnkiem i teraz ekran telefonu Aidena.
Za co on ją, kurwa, przeprasza? Kurrwa mać! Jeden ją rzuca, bo najwidoczniej jest zbyt dużym kłopotem, drugi przeprasza, bo się martwił. Szlag! Petra bierze głęboki wdech, zaciskając ręce na blacie, a potem jej twarz się wygładza. Ot, kolejna maska. „Nie, to ja przepraszam. Robię kakao. Chcesz?”, pyta, zapalając lampkę nad kuchenką. W świetle widać, że ma mokre, pozlepiane czymś futerko. „Sądzisz, że Skye trzyma tu gdzieś bitą śmietanę? Albo pianki?”
Nawet w tym punktowym świetle widać jak sztywne stały się plecy Aidena, zanim z powrotem zwraca się w stronę Petry. Jego oczy zaś dziwnie biegają, może nawet migają, jakby analizuje wszystko… Jakby widzi przez Petrę, aż do jej duszy. W końcu wydaje się rozluźniać. „Nie musisz” Wstaje i podchodzi do kuchni, unikając tym razem kontaktu wzrokowego, po czym otwiera szafkę, w której ewidentnie są słodkości lub składniki do jej przygotowania. W puszcze bitej śmietany nie ma, ale wśród różnych posypek, wiórków czekoladowych, cynamonu i cukrowych gwiazdek, znajdzie się też bita śmietana do rozrobienia.
„Dzięki.”, głos Petry jest równie cichy, jak jego. Zauważyła ten wzrok i tą postawę. Zraniła go. A przecież chciał dobrze. „Nie chcę gadać, ale… Mogę chwilę z tobą zostać?”, pyta. „Może wtedy nie zrobię nic więcej głupiego.”
„Nie myślę, żebyś zrobiła źle wstawiając się za Skye, kiedy chciał zaufać Gunowi… A że Gun jest dość agresywny i nieprzyjemny… i głupi… Rodziny jak widać się nie wybiera, nawet jeśli można.” Aiden siada na stołku barowym naprzeciwko Petry. „Chyba, że mówisz o zaatakowaniu tego demona, co mógł nam pomóc, a teraz nie chce, bo się fochnął.”
„A skąd ja miałam wiedzieć, że on jest w porządku?!”, wybucha Petra, a część kakao trafia na kuchenkę, a nie do mleka. „Miał na masce symbol łajzy, a ty byłaś nie wiadomo gdzie, w nie wiadomo jakim niebezpieczeństwie i… Sorry, znowu na ciebie naskakuję. Nie chciałam.” („byłaś” to nie moja literówka, a przejęzyczenie Petry, absolutnie przypadkowe)
Aiden podskoczył na ten wybuch. I zdecydowanie to przejęzyczenie nie umknęło mu, gdyż się zarumienił i spuścił wzrok zaraz po tym słowie. „Skoro na razie rodzinne sprawy Kuro mamy za sobą… to wierzę, że twoje też da się ogarnąć.”
„Pieprzyć moją rodzinę, całą od początku do końca.”, prycha Petra. „Coraz bardziej zaczynam wierzyć… Ej, czemu ty nagle palisz buraka, co?” Petra sprawdza, czy jej ogon nie zawędrował w jakieś dziwne rejony, ale nie. Coś zrobiła? Powiedziała? Aiden na jakieś kosmate myśli? Kurde, „kosmate”? Też sobie wymyśliła.
„Skopiemy zadek Panu Piekieł!” Wykrzyknął Aiden, choć nadal nie zrobił tego super głośno i oparł się o blat, podnosząc głowę. Teraz już był cały czerwony na twarzy. „A jak ten demon nie będzie chciał nam pomóc i wyjaśnić tego symbolu, który podejrzewam, że może wcale nie należeć do Łajzy, to jemu też skopiemy zadek.”
Petrze nie mogło umknąć, że nie odpowiedział. Ale skoro nie chciał mówić, to to uszanowała. On też nie naciskał. „Dzięki.”, powiedziała za to, nalewając kakao do kubka. Wyszło dużo za dużo. „Może jednak chcesz? Akurat będzie na drugą porcję.” Zapach czekolady śmiesznie się mieszał z wonią pomidorów na jej futrze.
[„Właściwie… chwila… czego ty dodałaś do tego mleka?” Aiden nachylił się nad Petrą oraz mlekiem i zaczął wąhać. „Ketchup… z serem?”
Petra parsknęła śmiechem. „To nie kakao, to moje futro.”, mówi, podsuwając mu pod twarz posklejane sokiem futro na przedramieniu. „Kakao jest bezpieczne, przysięgam.”
„A to spoko.” Aiden siada już spokojnie. „Polecę ci olejki do kąpieli… mojej mamy. Bardzo ładnie po nich pachnie. Zdecydowanie lepiej niż pachnieć jak chiperki.”
„Pocieszam się, że pokój Alexa też będzie pachniał pomidorami przez najbliższe dni.”, prycha Petra, nalewając drugi kubek kakao. Gdzie się podziała jej niechęć do opowiadania?
„Był dupkiem?” Spytał jedynie Aiden.
„Uznał, że kręcę z Sullym. Zerwaliśmy.”, burknęła Petra.
„To mu się należało.” Aiden zaczął szukać czegoś na telefonie. „Pomożesz mi wybrać cień do powiek?… Moja mama ma zaraz imieniny.”
Petra uśmiechnęła się szczerze. Reakcja Aidena sprawiła, że nie czuła już potrzeby ukrywania się. „Jasne. Jeśli nie przeszkadza ci siedzenie obok paczki ketchupowych chrupek.”, powiedziała, podsuwając mu kubek i siorbiąc gorące, czyste czekoladowe złoto ze swojego.
„Jeśli tobie nie będzie przeszkadzać niezdecydowanie całą paletą barw i marek… no dobra, dwóch marek.” Aiden uśmiechnął się lekko. Upił łyk kakao. „A może byś się zamieniła w Łajzę i zrobiła kawał ojcu?”
Petra usadowiła się na stołku obok Aidena. „Już mam pomysł na psikusa dla niego, ale nie powiem ci, jaki. Może też zobaczysz efekty.”, zaśmiała się. „Jaki kolor oczu na twoja mama? Jakie kolory najczęściej nosi? Masz jej zdjęcie?”, zaczęła wypytywać.
„Ja… nie, nie mam zdjęcia… wszyscy mówią, że mam po niej urodę i jej oczy. Kiedy faktycznie wychodzi na miasto, to zakłada różne kolory, raczej nie czarny, mówi, że to zbyt ponury kolor.” Tak, Aiden jest ubrany na czarno. Idealny emo. Co on mógłby wiedzieć o kolorach?
„Oczy po niej, co?”, Petra wpatruje się w niego. „To będzie łatwiej. Wybieramy kolory pod ciebie.”
I ta noc upłynie na dobieraniu kolorów, aż nadejdzie ranek i oboje będą ledwo żywi?
Może? Nie aż tak długo, myślę. Ale myślę, że oboje mogą skończyć śpiąc w okolicach tej kanapy.
Jeszcze mi przyszło do głowy: na pewno przy jednym czy dwóch kolorach padł ze strony Petry komentarz, że ten kolor bardziej pasowałby do Aidena, niż do jego mamy, albo że po prostu wyglądałby w nim zajebiście.
Nie, żeby cokolwiek celowo, po prostu ją lubię dokuczać :p
Petra będzie mogła zrobić mu zdjęcie jak faktycznie Aiden jest mocno… zarumieniony
A, jako, że siedzieli bardzo długo blisko i mogła się przypatrzeć, poćwiczy przy najbliższej wolnej okazji zmienianie się w niego. I może nawet trochę makijażu na tej twarzy. I temu też zrobi zdjęcie, bo uzna że wyszło zadziwiająco dobrze