Nastoletnie Dramy Superbohaterów

Jak Petra i Havoc zerwali [Petra]

Kiedy Petra pojawia się w pokoju Alexa, oczywiście pogrążonym w ciemności, wszystko jest cicho. Pokój jest mały, ewidentnie coś ala pracownicze pokoje. W dodatku jest strasznie zagracony, głównie przez dwie deski, oparte o ścianę i ciuchy na podłodze. Alex jest mocno otulony kocem, tak, że tylko jego blond włosy wystają.

Może to obecność drugiej osoby, a może jej niecne zamiary wywołują dyskomfort śpiącego chłopaka, który zaczyna się wiercić w pościeli. W końcu Petra widzi jak jedno niebieskie oko się otwiera i wzrok Havoca przesmykuje się po pokoju, zanim Alex przekręca się na plecy. I wtedy widzi diablicę na suficie. I krzyky. Bo kto normalny by nie krzyknął. Siada i chyba już ma zamiar zaatakować nieproszonego gościa, kiedy poznaje czerwone futerko Petry. I opada ciężko na poduszkę. „Jeeeezu…” chwila refleksji „Przepraszam, szatanie… Jeszcze nigdy moja dziewczyna nie stalkowała mnie z sufitu”

Alex chyba też próbował złapać niezidentyfikowany woreczek, ale kiedy impuls z jego dłoni dotknął gumy, balon rozprysł się, a czerwona ciesz obryzgała prawie wszystko w pokoju. Oczywiście, że łącznie z Aleksem. Zapach pomidorów wypełnił pomieszczenie. „Ugh…” Havoc otarł oczy. „Zemsta, co? Przynajmniej nie stalking. Fuck”

Havoc przekręca się na łóżku i patrzy z góry na dziewczynę. „Chyba wolę pozostać w niewiedzy, jeśli to jak miało wyjść zakładało sok pomidorowy.” Na jego twarzy błądził uśmieszek spod spływającej czerwonej brei.

„Kinky.” skomentował obudzenie za pomocą soku. „Chyba dopiero teraz do mnie dochodzi jakie sprzątanie mnie czeka… Trochę zasłużyłem.”

„Nie, to moja wina, że nie spytałem tylko od razu dałem się zeżreć zazdrości… Choć to może i lepiej, że tak szybko wyszło, że jestem zazdrośnikiem… Ugh” Havoc wstaje powoli z łóżka, na szczęście większość soku przyjęła pościel. Teraz tylko ściera z twarzy breję i strzepuje na podłogę

„Nie wiem. Wyglądaliście na… dopasowanych. Ale zapamiętam, choć pewnie się nie przyda.” Alex zaczął zbierać brudną pościel i dodatkowo wycierał w nią sok. W końcu i tak idzie do prania.

„Jesteś super.” Zaczął Alex, ale w jego głosie brzmiało to kłujące w uszy 'ale’. „Twoja energia i pazur. Bardzo dobrze mi się z tobą… Przebywa. I dałaś mi parę rzeczy do przemyśleń… I nie było nawet wtedy tego soku na liście. To my nie jesteśmy dopasowani.”

„Owszem, nie pasujemy. Nie nadajemy na tych samych falach. Nie mamy żadnego wspólnego zainteresowania, znajomych, niczego. Jesteś zbyt dzika, a ja zbyt zazdrosny. I myślałem, że już ze sobą zerwaliśmy!”

A niestety łóżko Skye puste i nie ma się do kogo przytulić… Chyba, że do Aidena, bo nocuje na kanapie Albo do Verde, bo pewnie jeszcze jest na nogach w pracowni

Och, ten przystanek do kuchni może się okazać zgubą. Jak tylko włącza grzałkę, z kanapy, która w końcu jest aż parę metrów dalej podrywa się Aiden. Rozgląda się panicznie dookoła i dopiero, gdy jego wzrok spoczywa na Petrze, wydaje się uspokajać. „Petra?” Jego głos jest bardzo cichy w tej ciemności. „Wszystko ok?”

„Sorry, możesz zapalić światło” które pada jest jeszcze cichsze. Mrok w pokoju rozświetlają tylko światła miasta za oknem, płomień pod garnkiem i teraz ekran telefonu Aidena.

Nawet w tym punktowym świetle widać jak sztywne stały się plecy Aidena, zanim z powrotem zwraca się w stronę Petry. Jego oczy zaś dziwnie biegają, może nawet migają, jakby analizuje wszystko… Jakby widzi przez Petrę, aż do jej duszy. W końcu wydaje się rozluźniać. „Nie musisz” Wstaje i podchodzi do kuchni, unikając tym razem kontaktu wzrokowego, po czym otwiera szafkę, w której ewidentnie są słodkości lub składniki do jej przygotowania. W puszcze bitej śmietany nie ma, ale wśród różnych posypek, wiórków czekoladowych, cynamonu i cukrowych gwiazdek, znajdzie się też bita śmietana do rozrobienia.

„Nie myślę, żebyś zrobiła źle wstawiając się za Skye, kiedy chciał zaufać Gunowi… A że Gun jest dość agresywny i nieprzyjemny… i głupi… Rodziny jak widać się nie wybiera, nawet jeśli można.” Aiden siada na stołku barowym naprzeciwko Petry. „Chyba, że mówisz o zaatakowaniu tego demona, co mógł nam pomóc, a teraz nie chce, bo się fochnął.”

Aiden podskoczył na ten wybuch. I zdecydowanie to przejęzyczenie nie umknęło mu, gdyż się zarumienił i spuścił wzrok zaraz po tym słowie. „Skoro na razie rodzinne sprawy Kuro mamy za sobą… to wierzę, że twoje też da się ogarnąć.”

„Skopiemy zadek Panu Piekieł!” Wykrzyknął Aiden, choć nadal nie zrobił tego super głośno i oparł się o blat, podnosząc głowę. Teraz już był cały czerwony na twarzy. „A jak ten demon nie będzie chciał nam pomóc i wyjaśnić tego symbolu, który podejrzewam, że może wcale nie należeć do Łajzy, to jemu też skopiemy zadek.”

[„Właściwie… chwila… czego ty dodałaś do tego mleka?” Aiden nachylił się nad Petrą oraz mlekiem i zaczął wąhać. „Ketchup… z serem?”

„A to spoko.” Aiden siada już spokojnie. „Polecę ci olejki do kąpieli… mojej mamy. Bardzo ładnie po nich pachnie. Zdecydowanie lepiej niż pachnieć jak chiperki.”

„Był dupkiem?” Spytał jedynie Aiden.

„To mu się należało.” Aiden zaczął szukać czegoś na telefonie. „Pomożesz mi wybrać cień do powiek?… Moja mama ma zaraz imieniny.”

„Jeśli tobie nie będzie przeszkadzać niezdecydowanie całą paletą barw i marek… no dobra, dwóch marek.” Aiden uśmiechnął się lekko. Upił łyk kakao. „A może byś się zamieniła w Łajzę i zrobiła kawał ojcu?”

„Ja… nie, nie mam zdjęcia… wszyscy mówią, że mam po niej urodę i jej oczy. Kiedy faktycznie wychodzi na miasto, to zakłada różne kolory, raczej nie czarny, mówi, że to zbyt ponury kolor.” Tak, Aiden jest ubrany na czarno. Idealny emo. Co on mógłby wiedzieć o kolorach?

I ta noc upłynie na dobieraniu kolorów, aż nadejdzie ranek i oboje będą ledwo żywi?

Petra będzie mogła zrobić mu zdjęcie jak faktycznie Aiden jest mocno… zarumieniony

Zostaw kometnarz 🔥

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notice: ob_end_flush(): Failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/korzem/public_html/serwery/minddev/public_html/domeny/exiles.labiryntkostek.pl/wp-includes/functions.php on line 5581