Petra więc spędza w centrum pomocy, gdzie pomaga dokarmiać ubogich i potrzebującach. Na pewno się pojawi ten dziwny jegomość, który ostatnio nazywał Petrę różyczką. Ten w opasce na oczach i o lasce. Czy Petra będzie go omijać czy też np. Poda mu talerz z zupą? Ale ruch jest taki jak zwykle, ludzie siedzą, gadają, ktoś gra w szachy i możliwe, że jakieś wybrakowane pionki zostały zastąpione pionkami z warcabów. Nie przychodzą tutaj tylko zjeść. Większość z nich Petra zna… Możliwe, że nie osobiście, a np. z opowieści. W tle leci telewizor, taki mały, co to raz na dzień trzeba mu ustawiać antenę i ustawiony jest na ogólnym kanale, teraz lecą południowe wiadomości. Pilot jest pod kontrolą jednej z kuchennych babć, żeby nie przełączać ciągle na bajki… W szczególności że o 14-tej zaraz będzie jej ukochana telenowela. Wiadomości się przedłużają, bo jest jakaś konferencja prasowa. A na ekranie Petra widzi staruszkę, Daienne Cosmo, którą wczoraj ochraniała. Przy jej boku, stoi… a raczej góruje Scion. Pierwsza część konferencji jak się okazuje jest o ataku z wczoraj i o was. A dokładniej Daienne wychwala was i zapowiada, że firma zamierza zostać waszym sponsorem… Petra pewnie wie, że więkoszość to korporacyjne i pr-owe gadki (trochę jak w piekle)
Myślę, że Petra nie omijała by staruszka. Nie chciałaby wdawać się w dyskusje, ale zwyczajnie nie wypada zostawić człowieka bez jedzenia. Możliwe, że popatrując na ekran niemal wpadła na jakiś stół, czy coś. Odruchowo przeprosiła, zanim zdała sobie sprawę, że nikt tam nie siedział. Wytarła stół, nalała nową porcję zupy i poprosiła „władczynię pilota” żeby trochę podgłośniła.
Władczyni pewnie to zrobiła, bo ludzie lubią słuchać o superbohaterach… Albo ich przeklinać… Jeśli Petra stanęłaby bliżej dziwnego jegomościa, to mogłaby usłyszeć „och… Tylko nie to”, ale jegomość zaraz by wrócił do jedzenia, a konferencja przeszłaby do tej ważniejszej części, w której to Scion mówi… Bla bla bla przyszłość w młodym pokoleniu i takie bzdety… Bla bla bla… Dziękuje Cosmo Enterprises za wspieranie go i Mistrzów Cudów przez tyle lat… Bla bla bla… Chce się skupić na nowym zagrożeniu jakim jest Vized… Bla bla bla… A na zakończenie oświadcza, że z tą chwilą następuje rozwiązanie Mistrzów Cudów i Scion idzie solo, żeby nikt go nie powstrzymał przed dorwaniem Vized, w tym AEGIS.
Co do kurwy?! Petra w tym momencie NA PEWNO zamarłaby, wlepiając wzrok w ekran i nie ma szans, żeby utrzymała kontrolę nad mocą. Twarz blondwłosej dziewczyny zastąpiła jej własna.
– Do szczętu go pojebało? – wyrwało jej się, a ogon uderzył parę razy na boki w irytacji.
Chcesz by ludzie ja zobaczyli? By Sol odkryła, że jest demonem? Ale żeby nie było, nie tylko Petra nie może uwierzyć, sala trochę zamarła, a potem zaczęły być prowadzone zdenerwowane lub też podekscytowane rozmowy… Jak to jeden z najpotężniejszych herosów bez drużyny… To prawda, że pracował ostatnio bardziej sam… Ale się utarło, że superbohaterowie łączą się w super drużyny… I dziennikarze również nie otrzymują odpowiedzi na zadawane pytania, bo Scion odprowadza Daienne… Po drodze do samochodu dzieje się coś jeszcze, bo na ekranie słychać strzały i jest ogromne zamieszanie.
Myślę, że może być z tego dobra drama. Więc tak, chcę.
Więc nawet zamieszanie po drugiej stronie ekranu nie będzie w stanie przyćmić twojego widoku. Część osób zacznie pokazywać Petrę, więc jeszcze więcej osób zwróci w jej stronę głowy. Niektórzy zamrą, ale na pewno jakaś kobieta zacznie krzyczeć demon i będzie cię chciała potraktować krzyżykiem z różańca. Kuchenne babcie również wychylą się ze swojego królestwa.
Fuck! Fuck, fuck, fuckfuckfuckfuckfuck! Tyle jest w głowie Petry. Co tam się dzieje?! Czy ktoś jest ranny? Stara prukwa? Scion? W pierwszej chwili nie zwróci uwagi na zamieszanie tutaj, próbując wypatrzeć cokolwiek. Dopiero ten różaniec zwróci jej uwagę.
– Co do kur… cholery? – poprawi się. Mimo wszystko, stara się tu nie przeklinać. Demon? Gdzie? Obejrzy się nawet za siebie, dostrzegając tam wzrok kucharek. Ogon zahaczy o jakieś krzesło i dopiero wtedy Petra zauważy, że się zmieniła. Kurwa mać! Oni nie mieli nigdy tego zobaczyć! Ale ten krzyżyk, to boli. – Naprawdę, pani Meyers? – rzuci z przekąsem, odsuwając tą rękę. – Zupka aż tak nie smakowała, że mnie chce pani wyegzorcyzmować?
Pani Meyers to zemdleje z szoku, że to głos Petry jest w ciele demona, więc parę osób się nią zajmie. Ktoś z tyłu sali krzyknie, „ej to ta z Exiles, córka szatana”… Chyba Petra sama będzie musiała zrobić jakiś wywiad, żeby sprostować, że nie jest córką Szatana, a Azazela… Ale to chyba nie jest ważne, gdy ludzie patrzą na nią tak mieszanymi uczuciami. Strach, niepewność, odraza, ekscytacja? Jej przymałe ciuchy pewnie też nie poprawiają jej samopoczucia. Wydaje się, że ten tłum zacieśnia się wokół Petry, odcinając jej drogę ucieczki i tylko w pewnym momencie ściana się rozstępuje, gdy ludzi odsuwana nie kto inny jak Sol.
– Petra, to ty? – czy w jej spojrzeniu jest… Poczucie zdrady. Petra ją okłamała, a teraz stoi tutaj w tej dziwnej czerwonej futrzanej postaci… Co robi Petra?
Jeśli Petra wcześniej nie chciała uciec, to teraz jak najbardziej. Sol. Jej… Przyjaciółka? O ile przyjaciółki się okłamuje. Kurwa! Powinna była przewidzieć, że to tak się skończy. Głupia! Nie da się kłamać w nieskończoność. A teraz wszystko się wali.
– Sol, to… – Petra zaczyna i urywa w pół zdania. Co robić? Wydało się i teraz… Już tego nie ukryje, prawda? A niech to Światłość! – Tak, to ja. – przyznaje, zwieszając ramiona. Już i tak jest odsłonięta, może przestać udawać. – Petra Wagner. Córka Azazela, nie Szatana, dla jasności. Tak naprawdę wyglądam.
I wiesz co? Chyba zostawię cię na razie z tym, zobaczymy jak jutro pójdzie reszcie drużyny i czy zdołają na czas rozmontować bombę po ich stronie.
[hm… wracają z wycieczki, dowiedzieli się o Scionie i udało im się rozbroić Verdę-bombę… ale ponieważ jest jeszcze pomiędzy wami różnica w czasie, to dobijemy do miejsca, w którym dostajesz zaproszenie]
[Verde-bombę????? Ktoś uzbroił Verde? XD]
[powiedziałabym, że Belinda, czyli najstraszniejsza istota w Hadarze, ale tak naprawdę to świadomość, że Scion nawet nie raczył mu powiedzieć co zamierza]
Dla Petry to pewnie było jak wieczność, choć w rzeczywistości minęło może jakieś parę sekund, zanim Sol krzyknęła po sali.
– No już ludzie, nigdy nie widzieliście supersa?! Wracajcie do jedzenia lub grania w bingo… lub cucenia Pani Meyers. A jeśli naprawdę nie macie nic do roboty, to na trójce na pewno jest powtórka Mody na Sukces. – Puściła oczko do Władczyni pilot, która podchwyciła i na ekranie zaraz zaczęła się kłócić Gloria z Antonio. – A ty. – Sol groźnie rzuciła w stronę Petry. – Robisz sobie przerwę, ale nie na kuchni, bo dziewczyno, nie mamy tyle czepków na włosy, żeby cię całą zakryć. Chodź na zewnątrz. – Po czym prowadziła ją na schody przed budynek, zahaczając o automat z napojami i kupując dwie puszki coli. Ludzie faktycznie odpuścili, skoro Sol kazała… no i fajnie się oglądało jak Gloria policzkowała za zdradę.
Petra dała się ciągnąć. W sumie… Wydawało się, że może nawet nie skończy się to wszystko tak źle, jak się spodziewała. Ale nie odważyła się jeszcze mieć nadziei.
– No to już wiesz. – powiedziała opryskliwie do Sol. – Zamierzasz mnie wyegzorcyzmować? Podesłać ci nadmiar na mieszkające w mieście anioły?
Puszka coli została rzucona w pierś Petry, gdy Sol wygodnie usadowiła się na murku u góry schodów.
– To ostatnie z ciepłych dni jesieni. Już w następnym tygodniu zapowiadają silne opady. – Otwierana puszka syknęła, a Sol spojrzała się w dół na przechodzących ludzi, zanim wypiła spory haust swojego napoju. – W mieście nie ma aniołów, jest tylko Raziel, nefilim, ale on nie znosi ludzi… No chyba, że liczymy Belindę z Hadaru i jej siostrę Mirandę z Azylu…. co by pasowało, bo one są jak demony, więc skoro anioły są złe, to demony są dobre? To za trudne dla mnie.
– Belinda jest aniołem?! – wyrwało się Petrze w szoku. Oczywiście złapała puszkę, choć dość niezdarnie. Spojrzała na nią niepewnie, zanim otworzyła. – Nie demon. Diabeł. To zasadnicza różnica. I nie, nie jesteśmy… dobrzy.
– A chuj ją wie. Mówią, że ma co najmniej 500 lat, a pod płaszczem ukrywa skrzydła, ale nikt żywy tego nie widział. – Petra może zobaczyć jak Sol aż się wzdrygnęła. – Wystarczy, że raz przeszłam testy, więcej tej kobiety widzieć nie muszę… hm… ale ty jesteś dobra, inaczej by cię tutaj nie było. – Sol nagle odwróciła do Petry. – Jeśli nie chcesz mieć fanów na głowie, to lepiej byś dalej się… kamuflowała?
Fanów? Fanów?! Przecież nie dlatego ukrywała swoją twarz. Myślała, że wszyscy będą ją nienawidzić, tak jak od pierwszego momentu, kiedy pojawiła się w tym świecie. Jasne, jako „superbohaterka” nie musiała się ukrywać, ale to status był jej tarczą. Zwykli ludzie wpychali jej krzyże w twarz i próbowali odsyłać do piekła.
– Tak, chyba powinnam. – mruknęła, otwierając w końcu puszkę. – Dzięki. I sorry. Powinnam była powiedzieć przynajmniej tobie.
– Chyba żartujesz, gdybym była na twoim miejscu też by się to tak skończyło. – Sol znów zaczęła patrzeć na ulicę. Zaraz zacznie się pora obiadowa i więcej osób przyjdzie do jadłodajni. – Wróć… kończyło się… I ludzie się przyzwyczają. Nawet Pani Meyers. Ale co do kuchni nie żartowałam, nie możemy wydawać posiłków z czerwonym futrem.
– Kończyło? – zdziwiła się Petra. Odstawiła puszkę na ziemię, skupiając się. Dłuższą chwilę później obok Sol stała znajoma blondwłosa dziewczyna. – Żeby nie było, to nie iluzja, a zmiana formy. Nie ma czerwonego futra, nic a nic.
– Wiem, przecież cię dotykałam. – I chwilę później policzek Petry został dźgnięty oskarżycielskim palcem. – Ale jesteś niezła w te klocki, gdybyś dzisiaj nie straciła panowania nad emocjami, to pewnie przez długi jeszcze czas by nikt nie wiedział. Ano… nie mam najbardziej subtelnej mocy, a niektórzy ludzie po prostu nie lubią supersów i tyle.
Niezła? Dobre sobie. A ludzie to byli dupki.
– Uważam, że twoja moc jest świetna. – powiedziała żarliwie. – Odgryzę łek każdemu, kto powie inaczej.
– O ile komuś nie wypali się przez przypadek oczu, wiesz, bo jestem taka olśniewająca. Tylko potem ludzie zaczynają się bać na ciebie patrzeć. Ale tutaj są dobrzy ludzie… -Dopiła ostatni łyk napoju. – … z reguły… – Wstała i już miała wracać do środka, gdy prawie wpadła na dziwnego jegomościa. – Orice, już uciekasz? Wziąłeś z kuchni ziarna od Maybell? – Mężczyzna kiwnął głową, po czym sięgnął do kieszeni i wyciągnął poparzoną dłoń w stronę Sol. Ta wzięła od niego zwitek. – Orice, to za dużo. – Ale mężczyzna już cofnął rękę i zaczął powoli schodzić. Nagle się jednak zatrzymał i jeszcze raz odwrócił w stronę Sol i Petry. Wycelował laską najpierw w stronę Sol, szepcząc zachrypniętym głosem „drabina. omijaj”, a potem laska wycelowana została w Petrę. Tu jednak mężczyzna się zawahał.
Diablica cofnęła się o krok, żeby zrobić mu miejsce. Nie chciała z nim gadać. Był dziwny.
– Droga do źródła została zamknięta, ale jutro powinnaś wpłacić pieniądze na super-duper lokatę aż 5 procent, oferta ważna tylko jutro i tylko w czasie zaćmienia. – Podniósł głos, a jego chrypka zamieniła się prawie w skrzek. Petra mogła mieć wrażenie, że patrzy na nią spod czarnej maski na oczach. Sol zaśmiała się.
– No dobra, Panie Wyrocznio, bez nagabywania ludzi do dziwnych produktów bankowych. Chodź, pomogę ci zejść. – I faktycznie Sol pozwoliła mężczyźnie złapać się za ramię i poprowadziła go w dół, w międzyczasie próbując się dowiedzieć czemu ma omijać drabiny, ale usłyszała tylko, że w niebieskim jej nie do twarzy.
Petra nie potrafiła traktować go niepoważnie. W końcu widział ją naprawdę, nawet kiedy wszyscy inni widzieli skórę, którą założyła. Nie był zwykłym szaleńcem. Poczekała więc, aż Sol wróci i od razu zarzuciła ją pytaniami.
– Kto to jest? Co o nim wiesz? Często tak wieszczy? – zaczęła wypytywać cicho.
Sol znów się zaśmiała.
– To Orice. Pierwszy raz pojawił się tydzień temu i nikt nie ma pojęcia kim jest. Jest mega dziwny, ale niegroźny. Tydzień temu jak już poszłaś, podszedł do Browna, tego wielkoluda, który zawsze chodzi z białym terierem, Muffin i Orice wcisnął mu pieniądze, mówiąc że Muffin nie ma czasu. Brown go prawie pobił, ale poszedł do weta i faktycznie znaleźli jakąś narośl. Jak Brown to opowiadał nam w tygodniu, to aż się popłakał. David chciał sprawdzić czy ten gość to faktycznie wyrocznia i poprosić go o numery w totka, ale został olany.
– Weź go na poważne. – poprosiła Petra. – Coś w nim jest takiego… On faktycznie widzi więcej.
– To co, idziemy ci jutro założyć lokatę? – Sol dalej żartowała. I może faktycznie by już zaciągała Petrę do banku, gdyby nie fakt, że dzisiaj zamknięte, a Petra dostała smsa od Borysa „dziś wieczorem impreza na chacie, będziemy rozmawiać o naszych problemach”.
Petra odpisała Borysowi rządkiem znaków zapytania i wrzuciła telefon do kieszeni. Było jeszcze masę obiadów do wydania.
Koniec